W drugiej serii spotkań Ligi Centralnej mężczyzn piłkarze ręczni AKPR AZS AWF Biała Podlaska ponownie zagrali na własnym boisku. Tym razem podejmowali Aurum Gorzów. Historia dotychczasowych spotkań obu zespołów na zapleczu Lotto Superligi ma szczególny wymiar, bowiem niemal każdy mecz kończył się remisem lub najmniejszą z możliwych, jednobramkową wygraną jednego z zespołów. Właśnie takie rozstrzygnięcie miało aż 9. na 10. rozegranych spotkań!
Sobotni mecz idealnie wpisał się w ten scenariusz. Zawody lepiej rozpoczęli gospodarze. Wynik otworzył Serhii Chepyha, a następnie dwie bramki z rzędu rzucił Wiktor Chrząstowski i Akademicy prowadzili 3:1. Kolejne trzy trafienia pierwszego z wymienionych zawodników, a do tego dobre rzuty Daniela Szendzielorza i Franciszka Wierzbickiego dawały nam, na początku 12. minuty, wynik 8:5. Pomimo udanych interwencji bramkarskich Wiktora Kwiatkowskiego, Aurum zniwelowało straty do minimum. „Biało-zieloni” odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób. Na linii siódmego metra pewnością wykazał się Jan Marzec, a na liście strzelców pojawili się również: Bartosz Andrzejewski i Jakub Tarasiuk. Od tego momentu AZS utrzymywał rywali na dystansie kilku bramek.
Jeszcze przed upływem czasu przeznaczonego na pierwszą połowę, oglądaliśmy bramki: Jana Marca, Macieja Michalczuka (dwie), Bartosza Lewandowskiego (trzy) i Daniela Szendzielorza. Stan 18:15 do przerwy, z jednej strony pozwalał na optymizm, z drugiej wymagał pełnej mobilizacji i skupienia na zadaniach.
Po zmianie stron zdecydowanie lepiej prezentowali się goście. Gorzowianie już w 37. minucie doprowadzili do wyrównania – 20:20. Nasze poczynania ofensywne znalazły swój cel tylko po dwóch rzutach Jana Marca (w tym jeden z rzutu karnego). Oprócz strat bramkowych ponieśliśmy także stratę personalną. To właśnie skrzydłowy dalszą część meczu musiał oglądać z wysokości trybun, gdyż otrzymał karę dyskwalifikacji (czerwona kartka).
W 40. minucie zespół z Gorzowa Wielkopolskiego, po raz pierwszy w tym meczu objął prowadzenie. Do równowagi bramkowej doprowadził Patryk Książka, ale w kolejnych akcjach ponownie skuteczniejsi byli nasi rywale i na tablicy wyników pojawił się rezultat 21:23. Wtedy Akademicy zwarli szyki. Dobrze funkcjonowała defensywa i na efekty nie trzeba było długo czekać. Sygnał do odrabiania strat dał Jakub Tarasiuk (22:23). Odpowiedź przyszła z ręki Stanisława Dzięcielskiego, ale później na parkiecie dominowali już tylko gospodarze. Bramkę kontaktową zdobył z rzutu karnego Patryk Książka. Remis pojawił się po sfinalizowaniu akcji przez Bartosza Andrzejewskiego. Ci sami zawodnicy (Książka i Andrzejewski) wykańczali kolejne akcje bialskiego zespołu. Do tego potężny rzut Daniela Szendzielorza również znalazł drogę do bramki i Akademicy prowadzili 27:24. W 46. minucie niewiele wskazywało na to, aby drużyna Aurum mogła zatrzymać rozpędzonych Akademików. Na dziesięć minut przed końcem zawodów, piłka po rzucie Jakuba Tarasiuka kolejny raz znalazła się w siatce i prowadziliśmy 28:25.
Niestety od tego momentu naszym zawodnikom dużo trudniej było znaleźć skuteczne rozwiązanie prowadzonych akcji. Gorzowianie wyrównali w 52. minucie (28:28). Pomimo tego AZS wydawał się być w lepszej sytuacji, gdyż zawodnicy gości regularnie „zasilali” ławkę kar, co dla naszego zespołu oznaczało przywilej gry w przewadze liczebnej. W ostatnich minutach sędziowie pięciokrotnie wykluczali szczypiornistów Aurum, a Marcin Laskowski ujrzał czerwoną kartkę. Pomimo tego dopiero w 56. minucie Serhii Chepyha dał nam minimalną zaliczkę. Na wyrównanie stanu meczu nie czekaliśmy zbyt długo, a ponownie prowadziliśmy po skutecznie egzekwowanym rzucie karnym. W ważnym momencie nie pomylił się Patryk Książka (30:29).
Ostatnie sekundy meczu należały jednak do gości, a dokładniej do Mateusza Stupińskiego (uznanego za MVP tego meczu), który był wyróżniającą się postacią swojego zespołu. Doświadczony skrzydłowy trafił dwukrotnie (w tym raz z karnego) i to Aurum było w lepszej sytuacji na kilkadziesiąt sekund przed końcem rywalizacji. „Biało-zieloni” zdołali wyrównać dzięki bramce Jakuba Tarasiuka, ale to goście byli w posiadaniu piłki i mieli wystarczająco dużo czasu na skonstruowanie akcji ofensywnej. Ostatecznie wspomniany Stupiński był faulowany, a sędziowie podyktowali rzut karny. Sam poszkodowany stanął na linii siódmego i pokonał Wiktora Kwiatkowskiego. Po niezwykle wyrównanym meczu, pełnym emocji i sportowej walki, musieliśmy zaakceptować fakt, że tym razem punkty odjechały do Gorzowa Wielkopolskiego.





